miałem wysłać dawno temu
październik 18, 2008
Drogi Tadku,
Chciałem już kończyć naszą dyskusją jakimś pojednawczym zdaniem, zawieszając broń pomiędzy prozą a poezją, kiedy nowa myśl mi się zrodziła. Widzisz, doszedłem do wniosku, że jestem lichym czytelnikiem. To mnie właśnie parasol poezji onieśmiela. Dlatego też, zamiast okrzyku: „brednia”, wydaję z siebie wstydliwy pomruk „ to nie dla mnie”. Mam w sobie dość szczerości, by powiedzieć, że mnie nie zachwyca, ale niewystarczająco wiele, by powiedzieć, że to nie jest zachwycające. Jeśli podszedłbyś do mnie któregoś dnia i powiedział: słuchaj stary, blablabla, poleciłbym Ci kilka godzin snu i tydzień bez picia. Ale jeśli to samo zapiszesz
Bez tytułu 6
Bla
Bla
Bla,
a na koniec nazwiesz wierszem, to powiem tylko: „nie rozumiem”.
Oczywiście mogło być tak, że zamierzyłeś sobie, abym nie zrozumiał (zamierzyłeś np. żeby zrozumiał to tylko ktoś kto zna kontekst literatury francuskiej XIX wieku, i tylko na tym gruncie tekst mieni się swoim sensem). Jeśli jednak tak nie było, to nie tylko ja tu jestem lichy.
PS. Morał z bajki o szatach cesarza nie jest taki, że tłum jest lichy (nie rozmawiajmy więc o nim, mówisz) tylko lichy jest cesarz, który zamiast wystawić swoje szaty do oceny incognito, i to najlepiej zgrai przedszkolaków, paradował w całym blasku swej cesarskiej mości, tylko z fiutem na wierzchu.
Drogi Tadku. Nie bądź cesarzem. Ani Poetą. Nawet Pisarzem (widzisz, wycofuję się ze swojej uprzedniej pozycji) nie bądź. Bądź Tadkiem, który ma coś do powiedzenia.
Całuski i uściski,
Jędrek.
historia a jakże
wrzesień 17, 2008
Nie wiem jak dokładnie rozumieć komunikację zatrudniającą człowieka, czy oznacza to tylko i wyłącznie potrzebę komunikacji, czy jeszcze coś więcej? Poza tym ze stopniami rozwoju się zgadzam.
Jednak jeśli chodzi o pojawiający się parasol, to dwie rzeczy:
1) ów parasol nie jest chyba aż tak świadomy i nie powoduje aż tak dużych konsekwencji, to znaczy, że ja do naszej wczorajszej rozmowy nie uświadamiałem sobie istnienia parasola, w momencie, w którym ów parasol zaistniał w naszej dyskusji, absolutnie z jego zjawiskiem się zgodziłem, co więcej nie wiem czy świadomość parasola ma aż tak duży wpływ na podświadomość by czytelnik był “zawstydzony” [zważ na cudzysłów;)] jego obecnością.
2) do kroćset, cóż to za czytelnicy, którzy liczą się z parasolem?
Krótka historia rozwoju artystycznego
wrzesień 17, 2008
Tadek, co powiesz na takie stopnie rozwoju artystycznego pod kątem parasoli:
- (komunikacja zatrudniająca człowieka)
- Artysta uprawiający Sztukę
- Poeta uprawiający Poezję
- Pisarz uprawiający Literaturę
- Człowiek komunikujący się
Co do Twojego wczorajszego argumentu, chyba to jest tak, że możesz milczeć na temat parasola, ale sam fakt że nazwiesz się Poetą powoduje, że parasol się pojawia. Więc nawet jeśli w dyskusji z czytelnikami nie powołujesz się na niego, to czytelnik go widzi i na mniej sobie pozwoli.
Ciacho
lipiec 5, 2008
Ekhm, ekhm, teatrzyk “Życie, wszechświat i cała reszta” ma zaszczyt przedstawić dramat w trzech aktach, pod tytułem…
CIACHO
AKT 1:
W ciemnym pokoju, przy stole, siedzą Krzyś i Jędrek. Na stole leży spodeczek, na którym leży, lub nie leży Ciacho. Nie wiadomo, bo jest ciemno.
KRZYŚ i JĘDREK (chórem):
Mamy ochotę na Ciacho!
KRZYŚ:
Ale czy ono istnieje? Nie dowiemy się czy leży na spodeczku, póki nie zapalimy światła.
JĘDREK:
Gdybyśmy znaleźli pstryczek od lampy…
KRZYŚ:
Nie da rady. Pokój jest wielki, ciemny i rozszerza się w nieskończoność. Nie znajdziemy pstryczka.
JĘDREK:
Więc po prostu sięgnijmy po Ciacho.
KRZYŚ:
A jeśli go nie ma?
JĘDREK:
Sięgnijmy i tak. Nie wiemy, i nie będziemy wiedzieć, czy ono tam jest. Ale jeśli wyciągniemy po nie rękę i go nie będzie nic nie stracimy. Jeśli będzie czekało na spodeczku zyskamy Ciacho do zjedzenia. Jeśli nie wyciągniemy ręki a jego tam nie ma nic nie stracimy. Ale jeśli nie sięgniemy, a ono tam jest, to my stracimy Ciacho, a ono się tam zeschnie. To lepiej na wszelki wypadek sięgnąć.
KRZYŚ:
Świetnie
Krzyś i Jędrek sięgają po Ciacho. Zapada kurtyna.
AKT 2:
Dwa lata później w tym samym miejscu siedzą Krzyś i Jędrek.
KRZYŚ i JĘDREK (chórem):
Mamy ochotę na Ciacho!
JĘDREK:
Pamiętasz, jak zeszłym razem posłużyliśmy się Zakładem, żeby sięgnąć po Ciacho?
KRZYŚ:
Pamiętam.
JĘDREK:
Wtedy uznaliśmy, że to się opłaca. Ale teraz mi to nie wystarcza. Chciałbym wiedzieć, jak to to możliwe, że ono tam jest, skąd się wzięło, kto je tam położył, czy nie widzimy go, bo jest ciemno, czy dlatego, że jest niewidzialne?
KRZYŚ:
Trochę czasu już tu siedzimy. Moje oczy przywykły do ciemności. Ale Ciacha nie widzę. Musi być więc niewidzialne.
JĘDREK:
Jeśli wierzymy w Niewidzialne Ciacho, czemu nie wierzymy w Niewidzialnego Pana?
KRZYŚ i JĘDREK (chórem):
Bo:
Możemy sobie wyobrazić siebie bez Niewidzialnego Pana, a nie potrafimy szczerze pomyśleć siebie bez Ciacha.
Nie mamy żadnych impresji istnienia Niewidzialnego Pana a impresje istnienia Ciacha nie ustają.
Uznanie realności materialnego,przejeżdżającego za oknem pociągu relacji Warszawa – Szczecin nie oznacza uznania realności materialnych krasnoludków.
KRZYŚ:
Ciacho jest niewidzialne. Postawił je na spodeczku niewidzialny piekarz, który wcześniej upiekł je w niewidzialnej piekarni.
Krzyś rysuje coś na papierze.
JĘDREK:
Co to?
KRZYŚ:
Schemat. Droga Ciacha od pieca do naszego spodeczka. No i przepis.
JĘDREK:
Przepis?
KRZYŚ:
Na Ciacho. To dodajesz do tamtego, potem mieszasz z tym i podgrzewasz.
Albo nie. Tamte dwa ze sobą ucierasz i polewasz tym tu.
Nie nie, jeszcze raz. Tamto z tym. I aż zbrązowieje. Piękny Schemat mi tu wyszedł.
Krzyś i Jędrek sięgają po Ciacho. Zapada kurtyna.
AKT 3:
KRZYŚ i JĘDREK (chórem):
Mamy ochotę na Ciacho!
JĘDREK:
Nie wiem, czy Schemat ma sens.
KRZYŚ:
Ma. Jest ładny i opisuje transcendentalną prawdę.
JĘDREK:
Transcendentalna dlatego jest transcendentalna, że jej się nie da opisać.
KRZYŚ:
To ty nie wierzysz już w Ciacho?
JĘDREK:
Złe pytanie. Ciacho istnieje. Przynajmiej jeśli chodzi o istnienie istotne: czuje jego zapach, smak i konsystencję budyniu w środku. A co najważniejsze Ciacho najada mnie, syci. Nawet jeśli nie istnieje po twojemu nie ma to znaczenia bo istnieją wszystkie impresje, jakie by wywoływało, gdyby istniało.
KRZYŚ:
Paskudo! Jak nie ma znaczenia? Tak nie można.
JĘDREK:
Ale trzeba. Nie znam się na niewidzialnych Ciachach, piekarzach i piekarniach, wolę więc nie zabierać na ich temat głosu. Wystarczy mi, że Ciacho najada.
KRZYŚ:
Ale bez niewidzialnej piekarni Schemat jest brzydki. I po co to? Żeby zrobić miejsce na twoje szarlatańskie fikołki intelektualne? Ty jesteś troglodyta estetyczny!
JĘDREK:
Sprawdź akt drugi. Fikołki są nasze wspólne. Co do troglodyty, niewykluczone. Ale ty jesteś intelektualny onanista.
KRZYŚ:
Co?
JĘDREK:
Przedkładasz samo rozwiązywanie Krzyżówki, nad przysłowie z Hasła.
A teraz lepiej opowiedz mi o biologii molekularnej.
KRZYŚ:
Przecież ja się na tym nie znam!
JĘDREK:
A na niewidzialnych piekarzach to się znasz?
Krzyś nagle wszystko rozumie, uderza się dłonią w czoło i drze Schemat na strzępy. Obaj sięgają po Ciacho. Zapada kurtyna.
KONIEC
misie patysie
czerwiec 26, 2008
Dobra misie patysie,
ja za chwilę jadę na lotnisko a potem hen hen daleko więc poza intelektualnymi wygibasami poniżej chciałem też zostawić pożegnalne “pa pa”. Daj Krzysztof znać co z architekturą, a oboje dajcie znać jak maturki poszły. Smsy tam to chyba kurewsko drogie są, ale dwa pierwsze tygodnie jest szansa ze będę miał internet więc da radę się przez tę wspaniałą stronę kontaktować.
Pzdr.
Bądźcie grzeczni i nie jedzcie za dużo słodyczy.
silna, mocy albo Stalowa
czerwiec 26, 2008
1) Mówiąc “wolna wola istnieje” myślimy dwie rzeczy:
[a] istnieje element pozwalający człowiekowi podejmować działania niezdeterminowane w całości przez warunki fizyczno-chemiczne.
[b] koło jest okrągłe. Albo: koło nie jest kwadratowe. Albo: tautologia Inaczej: Wola musi być wolna. Inaczej jest nie-wolą. Wola może być silna, mocy, albo Stalowa, ale nie może być zniewolona. Wtedy po prostu przestaje być wolą.
2) Rozważmy prawdziwość [a] i prawdziwość [b].
3) Zróbmy to w odwrotnej kolejności.
4) Moja teza: tak, [b] jest prawdziwe.
Jak już wcześniej zauważyliśmy nie jesteśmy w stanie szczerze pomyśleć nie-wolnej woli. Dalej: Jednak, co ważniejsze, nie jesteśmy w stanie pomyśleć swojej osoby znie-wolonej .Tutaj nie chodzi więc tylko o zabawy językowe, nawet jeśli nazwiemy zdolność [a] jedynie “wolą” albo “kalafiorem” wciąż nie potrafimy szczerze pomyśleć siebie bez “woli” albo “kalafiora”.
5) W związku z powyższym postuluję przyjęcie, że wolna wola jest trzecią formą zmysłowej naoczności.
Postrzeganie własnych działań jako powodowanych przez wolną wolę jest nieodłącznym elementem funkcjonowania człowieka.
6) Czy wolna wola istnieje?
Tak, z całą pewnością można stwierdzić że istnieje (co najmniej) jako forma poznania rzeczywistości.
7) Wracamy do rozważania prawdziwości [a].
8) Dla praktyki [otwieramy dyskusję o co chodzi w filozofii] nie ma najmniejszego znaczenia czy [a] jest prawdą czy też jedynie postrzegamy rzeczywistość tak, jakby [a] było prawdą.
I co z tego?
To, że problemy: “dalsze prowadzenie tej myśli, bądź robienie czegokolwiek innego jest zasadniczo pozbawione sensu” oraz ” nie można mówić o jakimkolwiek rodzaju odpowiedzialności za własne lub cudze działanie” są rozwiązane.
Hola hola. Czy to nie wytrych, wstrętna, paskudna ucieczka przed rzeczywistym problemem?
Moim zdaniem nie. Nie oburzamy się, gdy przyjmujemy, “że istnieje świat materialny, w którym istnieją ludzie”, czy (bardziej), że przestrzeń i czas istnieją. Jeśli nie zdecydujemy się nazwać uznania realności przestrzeni ucieczką to ucieczką nie jest też uznanie realności wolnej woli.
Chyba że gdzieś się potknąłem?
Entliczek pentliczek słowniczek
czerwiec 12, 2008
Nasza definicja wolnej woli: Zdolność do podejmowania działania niezdeterminowanego przez warunki i procesy fizyczno-chemiczne.
A gdyby definiować wolną wolę na inne sposoby? Wolna wola …
[1] … to zdolność do podejmowania decyzji i działań, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć.
[2]… owocuje przemianą każdego “było” w “tak chciałem”.
[3]… jako uświadomiona konieczność. Determinizm biologiczny jest nie do pokonania, ale możemy być tego świadomi lub też nie.
W razie dyskusji poza naszym skromnym gronem warto pamiętać, że szczególnie definicja [1] jest często stosowana. Natomiast nad [2] warto się chyba zastanowić.
podsumowanko wczorajszej dyskusji
czerwiec 12, 2008
Pewnej części oczywistych założeń wstępnych stanowiących bazę naszej dyskusji, takich jak to, że istnieje świat materialny, w którym istnieją ludzie, nie wypisaliśmy z przyczyn jasnych.
Logiczny ciąg myśli:
1) mózg człowieka jest biologiczno chemicznym mechanizmem – a zatem
2) podlega prawom nauki, a zatem
3) teoretycznie można by przewidzieć jego reakcję na dowolną sytuację znając wszystkie bodźce dochodzące z zewnątrz oraz jego stan w momencie podejmowania decyzji. Ale
4) wszyscy ludzie mają poczucie wolnej woli. Ale
5) jeżeli tylko mózg podejmuje decyzję, to wolna wola jest złudzeniem, gdyż to jaką decyzję podejmiemy zależy wyłącznie od procesów biologiczno-chemicznych, które zachodzą niezależnie od naszej woli. Więc
6) albo wolna wola jest złudzeniem, albo w podejmowaniu decyzji bierze udział czynnik zewnętrzny względem mózgu.
7) Gdyby wolna wola była tylko złudzeniem, to dalsze prowadzenie tej myśli, bądź robienie czegokolwiek innego jest zasadniczo pozbawione sensu. Poza tym
8) Oznaczałoby to, że nie można mówić o jakimkolwiek rodzaju odpowiedzialności za własne lub cudze działanie. Do tego
9) Niemożliwością jest uczciwe pomyślenie nie-wolnej woli (”niewoli”?), i do tego
10) Wiadomo, że można podjąć decyzję o zmianie sposobu w którym funkcjonuje mózg (na poziomie chemicznym) i nie narusza to poczucia integralności osobowości.
11) W związku z punktami 7-10 postulujemy istnienie pozamózgowego ośrodka podejmującego decyzje, czyli wpływającego na chemiczne procesy zachodzące w naszym mózgu zgodnie z naszą wolą.
12) Ponieważ nauka (która zajmuje się badaniem materii poznawalnej) nie natrafiła na nawet na najmniejszy ślad takiego ośrodka, twierdzimy, że jest on niematerialny, bądź transcendentny(a w każdym razie nie jest zbudowany z tej samej substancji co dostępna naszemu empirycznemu poznaniu rzeczywistość)
13) Skoro już przyjęliśmy, że każdy człowiek obdarzony jest wolną wolą, to musimy przyjąć, że każdy posiada swój własny ośrodek decyzyjny, który jest bezpośrednio połączony z mózgiem, przy czym to połączenie ma charakter obustronny.
14) Skoro już przyjęliśmy, że istnieje wolna wola, to musimy sprecyzować pojęcie „świadoma decyzja”. Za świadomą decyzję uznamy taką o której świadomość nie dowiaduje się post factum.
15) W takim razie jeżeli decyzje podejmowane przez ośrodek decyzyjny mają być świadome, a muszą być jeżeli ma istnieć wolna wola, to musimy być świadomi przynajmniej części ośrodka decyzyjnego, tak samo jak musimy być świadomi przynajmniej części naszego mózgu.
16) Niematerialny i transcendentny ośrodek decyzyjny, który posiada każdy człowiek, nazywamy „duszą”, gdyż nie chcemy mnożyć pojęć ponad potrzebę, a pojęcie duszy funkcjonuje w kulturze od dawna, a jego desygnat jest bliski temu, co do tej pory nazywaliśmy niematerialnym ośrodkiem decyzyjnym. Warto podkreślić, że pojęcie duszy nosi za sobą wiele różnych znaczeń, a my będziemy go używać wyłącznie w tym znaczeniu, które sprecyzowaliśmy powyżej.
styka?
pisali maja+krzyś
komentarz do punktu 10- mogę to lepiej wytłumaczyc jak chcesz kiedy indziej, ale powiem, że jest to na podstawie wiarygodnego artykułu w new york timesie ;)
ej
czerwiec 11, 2008
Zrobiłby ktoś jakieś podsumowanko naszej wczorajszej dyskusji? Bo ja się zmagam ze zdecydowanie katarem, bólem gardła, głowy i innymi chujowymi przejawami rzeczywistości i nie bardzo mi starcza bateryjki na sprawną aktywność intelektualną.